Nie ma to jak wakacje, dwoje dzieci i konieczność zrobienia zakupów. Po dwóch minutach w sklepie chcę uciekać stamtąd, nabierając przekonania, że jedzenie nie jest konieczne, wystarczy chleb i mleko…
Wróciliśmy z pobytu nad jeziorem. W lodówce poza światłem, słoikiem dżemu i puszką tuńczyka nie było nic więcej. Dziarsko podjęłam decyzję, że rano pojadę z dziećmi po zakupy. A trzeba było wyskoczyć do nocnego sklepu.
Nasze Aniołki nie są przyzwyczajone do zakupów, bo bardzo rzadko zabieramy je na nie. Zaraz po wejściu ustalamy, precyzyjniej będzie jak napiszę, że to ja ogłaszam, zasady panujące w centrum handlowym. Do podstawowych należą: nie krzyczymy, nie biegamy, trzymamy się mamy i nie kupujemy nic spoza listy, żadnych gum, cukierków, lizaków, autek czy pluszaków, za to potem idziemy na lody. Wydawało mi się, że zasady są jasne, a dzieci mają obiecaną nagrodę, dla której warto wytrzymać 15 minut. Kuba dorzucił do tego: Czytaj dalej »
Ostatnie komentarze