<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>

<channel>
	<title>Być Mamą</title>
	<atom:link href="http://byc-mama.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://byc-mama.info</link>
	<description>Jak dobrze być... mamą</description>
	<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 07:42:16 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pobudka</title>
		<link>http://byc-mama.info/2010/03/22/pobudka/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2010/03/22/pobudka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 07:42:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[wiosna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=104</guid>
		<description><![CDATA[
Zima dała nam się we znaki. Przez ostatnie tygodnie nie miałam siły na nic poza, tym co konieczne. Zwlekałam się rano z łóżka, by przygotować dzieciom kanapki. Ania i Kubuś powłócząc nogami docierały do stołu. Zachowywaliśmy się jak roboty, których baterie wyczerpują się z godziny na godzinę. Kolejne opady śniegu nie cieszyły już nawet najmłodszych. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Zima dała nam się we znaki. Przez ostatnie tygodnie nie miałam siły na nic poza, tym co konieczne. Zwlekałam się rano z łóżka, by przygotować dzieciom kanapki. Ania i Kubuś powłócząc nogami docierały do stołu. Zachowywaliśmy się jak roboty, których baterie wyczerpują się z godziny na godzinę. Kolejne opady śniegu nie cieszyły już nawet najmłodszych. Przy ostatniej śnieżycy Kubuś z zatroskaną miną pytał, dlaczego ten śnieg pada od zeszłego roku. Czuliśmy, jakby nasz świat opanowywała Królowa Śniegu. Ale wystarczył weekend z temperaturą powyżej 10 stopni (w słońcu dochodziło nawet do 20) a wszystkim zachciało się biegać, skakać, żyć…</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Sobotę spędziliśmy na wiosennych porządkach. Przez umyte okna zaczęły wpadać promienie słońca. W dziecięcych szafach zrobiło się miejsce na nową garderobę. Otępiała zimową pogodą nawet nie zauważyłam, że ze wszystkiego wyrośli. Przykrótkie spodnie, zbyt obcisłe bluzeczki. Ania z zacięciem pakowała za małe rzeczy do worków, Kubusiowi z trudem przychodziło rozstanie z ulubionym sweterkiem. Za ciosem przejrzeliśmy zabawki. Ania z chęcią oddawała Kubie te, z których wyrosła (drewniany zegar, niektóre puzzle…) Kubuś nie znalazł nic, co mogłoby opuścić jego progi. Podczas porządków znalazła się masa zagubionych rzeczy (naklejki z kwiatkami, notesik z króliczkiem, koło od traktora…) Każda na wagę złota.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Popołudnie dzieci spędziły na przygotowywaniu wiosennych dekoracji. Kolorowe kwiaty z krepy i bibuły w tekturowych wazonikach porozstawiane tu i ówdzie wprowadzają miłe akcenty kolorystyczne. Nawet poczułam jak pięknie pachną, choć mina mi zrzedła, gdy okazało się, że to dzięki moim perfumom. Ania uczyła Kubusia jak robić filcowe jajka. Z zapamiętaniem moczyli włóczkę czesankową, by obklejać nimi styropianowe jaja. Teraz wszystkie suszą się na kaloryferach. Potem ponaklejają na nie cekiny i jak nic zaczniemy czuć, że nadchodzą kolejne święta.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">W niedzielę wybraliśmy się na spacer. Wprawdzie drzewa w lesie nadal wydają się uśpione, ale załapaliśmy się na cudny ptasi koncert. Kalosze grzęzły nam w roztapiającej się ziemi, ale nic to. Ważne, że nie ślizgaliśmy się już po lodzie. Choć gdy zobaczyłam naszego jasnego psa, przez chwilkę zatęskniłam za białym puchem. Ale tylko przez chwilę. Dotarliśmy na leśną polankę, przy której leżała starta pościnanych młodych brzózek. Dzieci nie trzeba było zachęcać, by od razu je do czegoś wykorzystać. Poszczególne pieńki zaczęły przerzucać przez rów i po kilkunastu minutach powstał most. Z dumą prezentowali swoje dzieło, a gdy nawet tata, najcięższy z całej rodziny, przeszedł po nim, uśmiech nie schodził im z twarzy do wieczora.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Czuć, że nadchodzi wiosna. Przed nami odgruzowanie garażu, by móc dotrzeć do rowerów. Odkrycie otulonych przed zimnem roślin w ogrodzie. Kawa w promieniach porannego słońca… Po długim miesiącach zimy wreszcie budzimy się do życia.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2010/03/22/pobudka/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Nocny wędrowca</title>
		<link>http://byc-mama.info/2010/01/11/nocny-wedrowca/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2010/01/11/nocny-wedrowca/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 07:40:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=100</guid>
		<description><![CDATA[
Pierwsze miesiące życia Ani, poza uczeniem się miłości macierzyńskiej czy śledzeniem fenomenalnego rozwoju kojarzą mi się z maksymalnym wyczerpaniem. Codziennie zdobywałam Mont Everest, by po chwili znów zaczynać od zera.

Szczytem szczęścia był uśmiech mojej córeczki. Ania nie pozwalała mi zapomnieć przez okrągłą dobę, że ten szczyt istnieje i warto się na niego pieczołowicie wspinać. Pojawienie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Pierwsze miesiące życia Ani, poza uczeniem się miłości macierzyńskiej czy śledzeniem fenomenalnego rozwoju kojarzą mi się z maksymalnym wyczerpaniem. Codziennie zdobywałam Mont Everest, by po chwili znów zaczynać od zera.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Szczytem szczęścia był uśmiech mojej córeczki. Ania nie pozwalała mi zapomnieć przez okrągłą dobę, że ten szczyt istnieje i warto się na niego pieczołowicie wspinać. Pojawienie się Kubusia uświadomiło mi, że może nie każde kwilnięcie, nie każde gruchnięcie, ba nie każdy mniej umiarkowany oddech powinie obudzić strażnika. Ale na takie luzackie podejście do tematu potrzebne jest drugie dziecko. Ciekawe, jak jest przy trzecim?</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Przy Ani czuwałam non stop, i w dzień i w nocy. Szczególnie uciążliwe były noce i wstawanie spod ciepłej pierzynki co dwie godziny. Kubę już brałam do łóżka, karmiłam na śpiąco i rano zastanawiałam się czy aby na pewno to dziecko coś jadło. Przy Ani stawałam na baczność i rozpoczynał się długi proces karmienia, przewijania, przy którym dzidziuś rozbudzał się na dobre, ponownego wyciszania, noszenia na rękach do zaśnięcia, wielokrotnych prób odkładania do łóżeczka&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Po dziewięciu latach Ania nadal jest prawie conocnym gościem w naszej sypialni. Na szczęście już nie muszę wychodzić spod ciepłej pierzynki, ani nie muszę nosić mojego słonika na rękach. Niestety dziewięcioletnia, nawet drobniutka dziewuszka zajmuje sporo miejsca, rozpycha się, kopie i nie pozwala się wyspać. Jeszcze niedawno czułam się jak sardynka w puszce, kiedy również Kubuś przywędrowywał do nas i całą czwórką próbowaliśmy znaleźć swój kawałek poduszki. Wówczas najczęściej rezygnował mąż i umykał do pokoju Ani. Gdy rano udawało mi się wyswobodzić z uścisku dzieci, znajdywałam go błogo śpiącego wśród księżniczek&#8230; Na szczęście Kuba zrezygnował już z przychodzenia do nas. Śpi w swojej pirackiej kajucie i ani myśli ogrzewać nas swym ciałkiem w środku nocy.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">- Aniu musimy ustalić nowe zasady – powiedziałam pewnego ranka, gdy ból kręgosłupa, po kolejnej nocce, nie pozwalał mi utrzymać kubka z kawą – Jesteś już dużą dziewczynką i czas nauczyć się przesypiać całą noc w swoim łóżeczku.</p>
<p class="MsoNormal">- O nie, ja się z tym nie zgadzam. Ja się boję i muszę do was przychodzić i będę zawsze tak robić. Już nawet postanowiłam, że nigdy się nie wyprowadzę z domu, nawet jak będę dorosła – z bardzo poważną miną zadeklarowała Ania.</p>
<p class="MsoNormal">Popatrzeliśmy z mężem na siebie. W jego oczach również zobaczyłam przerażenie. To się nigdy nie skończy. Rozmowie przysłuchiwał się mój brat.</p>
<p class="MsoNormal">- Aniu, a może chciałabyś takiego świecącego duszka, jak ma Oluś. On by cię w nocy chronił i nie musiałabyś już przychodzić do rodziców – zaproponował wujek.</p>
<p class="MsoNormal">- O tak mamo, kupisz mi duszka, proszę, proszę – zawołała Ania, której zawsze podobał się duszek w pokoiku małego kuzyna.</p>
<p class="MsoNormal">- O to ja też poproszę duszka – zawołał Kuba, który nagle nie wiadomo skąd znalazł się przy stole.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Tego samego dnia pojechałam do sklepu kupić armię świecących duszków, które pozwolą nam się wreszcie wyspać. Ania była zachwycona. Duszek podświetlał jej pokój delikatnym zielonym kolorem. My również położyliśmy się z nadzieją do łóżka. Jednak w środku nocy zbudził mnie znajomy tupot.</p>
<p class="MsoNormal">- Mamuś, cudny jest ten duszek, tak mi się dobrze przy nim śpi. Ale teraz go już wyłączyłam, bo przecież po co ma się palić kiedy jestem u was – sennym głosikiem powiedziała Ania i wtuliła swe ciepłe ciałko między nas.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2010/01/11/nocny-wedrowca/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pierniczkowo</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/12/17/pierniczkowo/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/12/17/pierniczkowo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Dec 2009 08:45:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Święta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=96</guid>
		<description><![CDATA[
Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta&#8230; Już dom błyszczy od brokatu, pachnie pierniczkami&#8230; Pies, nasz dzielny stróż pilnuje stołu, z którego co jakiś czas spada lukrowa posypka. Lampki choinkowe świecą przed domem. Z głośników na okrągło płyną kolędy, które Kubuś z ogromnym zapałem wyśpiewuje pod niebiosa. Ania tworzy bożonarodzeniowe dzieła sztuki. Coraz bliżej święta&#8230;

Tradycją naszego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta&#8230; Już dom błyszczy od brokatu, pachnie pierniczkami&#8230; Pies, nasz dzielny stróż pilnuje stołu, z którego co jakiś czas spada lukrowa posypka. Lampki choinkowe świecą przed domem. Z głośników na okrągło płyną kolędy, które Kubuś z ogromnym zapałem wyśpiewuje pod niebiosa. Ania tworzy bożonarodzeniowe dzieła sztuki. Coraz bliżej święta&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Tradycją naszego domu stało się wspólne pieczenie pierniczków. Kiedy zbliża się taki pierniczkowy dzień, wiem, że święta są tuż, tuż. Przyjeżdżają do nas najbliżsi, w kuchni robi się tłocznie i przyjemnie. A od czasu gdy są z nami dzieci wygłupom nie ma końca. Ania i Kuba to już doświadczeni piernikoznawcy. Ale dla mojego chrześniaka – Olusia (półrocznego bratanka) to było pierwsze spotkanie z piernikami. Kuzynostwo postanowiło go intensywnie wprowadzać do tego magicznego świata. Pod nos podtykali mu przyprawy, do rączki wkładali drewniany wałeczek. Oli ciszył się patrząc jak Kuba z zapałem rozwałkowuje ciasto, i z podziwem przyglądał się Ani, która w skupieniu wycinała gwiazdki, choinki, serduszka&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Po upieczeniu pierników zaczyna się najfajniejsza zabawa. Wszyscy zasiadamy przy kuchennym stole, na którym stają miseczki z lukrem, kolorowymi posypkami, cukrowymi gwiazdkami, srebrnymi kuleczkami&#8230; I zaczynamy ozdabianie. Przyglądam się wówczas z nieukrywanym zachwytem, jak pracuje dziecięca wyobraźnia. Jak każdy pierniczek jest swoistym dziełem sztuki. Nie ma dwóch takich samych. Jest mi wówczas tak ciepło na sercu, że nie przeszkadzają mi maczane paluszki w lukrze, co chwilę oblizywane, nie przeszkadza mi odgłos posypki spadającej na podłogę i szybki start pasa, by zdążyć przed odkurzaczem. Wiem, że to magiczna chwila&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Po pieczeniu pierniczków jesteśmy już w świątecznym nastroju. Dzieci właściwie każdego wieczoru wyczarowują jakieś ozdoby. Kuba postanowił w tym roku zrobić najdłuższy na świecie łańcuch choinkowy. Aneczka bardziej skupia się na precyzyjnym wykonaniu. Mam wrażenie, że gdzie nie spojrzę, widzę jak mieni mi się w oczach. To pyłek brokatowy, który wykańcza większość dzieł. Dziś muszę jechać po pomarańcza i goździki, bo dzieciaczki postanowiły porobić pachnące „bombki” (wbijamy goździki w pomarańcza, obwiązujemy je wstążeczką i podwieszamy w różnych miejscach). Czeka nas jeszcze wyprawa po choinkę i wspólne decydowanie, która będzie najpiękniejsza. A potem na kilka dni znikniemy w kuchni, by polepić pierogi z kapustą i grzybami, uszka&#8230;. Coraz bliżej święta&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/12/17/pierniczkowo/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Chorobowy tydzień</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/12/14/chorobowy-tydzien/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/12/14/chorobowy-tydzien/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 09:37:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[choroba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=91</guid>
		<description><![CDATA[
Jaki tu dziś panuje spokój. Nikt o nic nie pyta, nikt o nic nie prosi. Nawet pies zwolnił obroty i tylko co jakiś czas leniwie machnie ogonem. Wolno popijam kawę, delektując się jej smakiem. Liczę, że mi nikt tego poranka nie przerwie.

W ubiegły czwartek odbierałam dzieci ze szkoły, nie przeczuwając, że nasz rytm zostanie zachwiany. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Jaki tu dziś panuje spokój. Nikt o nic nie pyta, nikt o nic nie prosi. Nawet pies zwolnił obroty i tylko co jakiś czas leniwie machnie ogonem. Wolno popijam kawę, delektując się jej smakiem. Liczę, że mi nikt tego poranka nie przerwie.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">W ubiegły czwartek odbierałam dzieci ze szkoły, nie przeczuwając, że nasz rytm zostanie zachwiany. Jak zawsze zostałam zarzucona plecakami, książkami wypożyczonymi z biblioteki, workami od w-f. Kiedy w żółwim tempie posuwaliśmy się w stronę samochodu Ania oświadczyła:</p>
<p class="MsoNormal">- Nie robię dziś lekcji. Będę chora!</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, ona tylko tak mówi, żeby nie robić lekcji – szybko ostrzegł mnie Kuba.</p>
<p class="MsoNormal">Za plecaków, książek i worków próbowałam przyjrzeć się mojej córeczce. Dojechaliśmy do domu. Ania przykryta kocem położyła się na kanapie. Czekałam aż zapyta, czy może obejrzeć jakiś program w telewizji. Ale nie zapytała. Wiedziałam, że sprawa jest poważna.</p>
<p class="MsoNormal">- Zimno mi mamo, zrobisz mi herbatę – zawołała Ania</p>
<p class="MsoNormal">Już biegłam z termometrem, zamieniając się w kwoko-pielęgniarkę. Herbata malinowa, cytryny, miody, czosnki, trany zaczęłam wyciągać i przygotowywać nasz dom na spotkanie z chorobą.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">W nocy Ania dostała temperaturę, ale poza tym cisza. Poprosiłam zaprzyjaźnioną lekarkę, by się jej przyjrzała.</p>
<p class="MsoNormal">- Wirusówa. Siedem dni w domu, odpoczynek, witaminki i będzie jak nowa – usłyszałam uspokajający werdykt.</p>
<p class="MsoNormal">W sobotę położył się Kuba i z własnej nieprzymuszonej woli przespał pół dnia. W nocy dostał temperaturę – werdykt taki sam.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">No to mam tydzień z głowy. Dwójka dzieci, mająca energii za siódemkę (temperatura się już nie powtórzyła) i próby odpoczynku. Między nimi dwumiesięczne szczenię. Ratunku!</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Ustaliliśmy sobie rytm dnia, dzięki któremu tydzień jakoś nam upłynął. Przed południem dzieciaki nadrabiały zaległości szkolne. A ja próbowałam pracować i tylko czasem łapałam się, że w służbowym mailu wypisuję wyrazy z „ó” niewymiennym, które Ania wyliczała na głos. Kuba dzielnie rysował szlaczki, choć zdecydowanie bardziej wolał poważniejsze zadania. W końcu rączkę równie dobrze można ćwiczyć sklejając łańcuch na choinkę. Dziś mamy chyba najdłuższy łańcuch w okolicy. Po lekcjach zabieraliśmy się za wspólne prace kuchenne. Dzieciaczki, ku radości taty, przygotowywały ciasteczka, sałatki&#8230; Potem odpoczynek przy „Lassie wróć”, którą Kubuś przyniósł z biblioteki. I wreszcie upragniony przyjazd taty. Po dwóch dniach włączyliśmy do planu spacery po lesie i trochę energii zostawialiśmy między drzewami.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Dzieci miały wreszcie okazję, by całe dnie spędzać z Qkim. Ania zamieniła się w troskliwą opiekunkę, a Kuba odkrył nowego kompana, który coraz częściej dorównuje mu poziomem energii. Ich ulubioną rozrywką stały się domowe turnieje piłkarskie.</p>
<p class="MsoNormal">- Proszę państwa, oto wspaniały psi piłkarz – komentował zabawę Kubuś – proszę jak on podaje piłkę, jak broni.</p>
<p class="MsoNormal">Jednego razu mecz został przerwany. Qki zamiast podawać piłkę postanowił na niej usiąść.</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, czy on myśli, że jest kurą i znosi jajka – zawołał z oburzeniem Kuba i trochę trwało (dobre dwie minuty) zanim się znów zabrali za wspólne psoty.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Chorobowy tydzień minął, a ja dziś nawet radia nie włączam. Jak przyjemnie jest słuchać tykającego zegara&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/12/14/chorobowy-tydzien/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwsze dni za nami</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/11/26/pierwsze-dni-za-nami/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/11/26/pierwsze-dni-za-nami/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 07:35:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[dzieci]]></category>

		<category><![CDATA[pies]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=87</guid>
		<description><![CDATA[
Qki jest z nami już prawie dwa tygodnie. Dzieci wydają się najszczęśliwsze na świecie, a my staramy się nie poddawać i przetrwać ten pierwszy okres, dziękując, że to pies a nie trzecie dziecko.

Pocieszamy się, że wychowanie szczeniaka jest łatwiejsze niż wychowanie dziecka i szybciej skończą się początkowe próby dotarcia. Nasze Aniołki przez pierwsze lata swojego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Qki jest z nami już prawie dwa tygodnie. Dzieci wydają się najszczęśliwsze na świecie, a my staramy się nie poddawać i przetrwać ten pierwszy okres, dziękując, że to pies a nie trzecie dziecko.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Pocieszamy się, że wychowanie szczeniaka jest łatwiejsze niż wychowanie dziecka i szybciej skończą się początkowe próby dotarcia. Nasze Aniołki przez pierwsze lata swojego życie nie pozwalały nam zapomnieć o sobie zarówno w dzień, jak i w nocy! Qki już po trzech dniach wiedział, że w nocy rodzicom daje się odpocząć. Wprawdzie na początku budził się co 40 minut, podnosząc lament na całą okolicę, teraz jednak śpi jak suseł. Rano tylko musimy ostrożnie schodzić na dół (pies śpi na dole, my jako przewodnicy stada zajmujemy wyższe piętro) by nie wdepnąć w niespodziankę. Dzieciaki pierwsze ubierają się i wybiegają na dwór za swym czworonożnym przyjacielem, a ja zapraszam mopa do tańca&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Jeśli chodzi o jedzenie też jest łatwiej niż przy dzieciach, szczególnie mając w pamięci karmienie Anusi. Przez pierwsze lata Ania żyła miłością a wszystko co wpadało do buzi należało, jak najszybciej z niej wyrzucić. Potem, mała cwanizna, nauczyła się tak zaciskać swe śliczne usteczka, że nic do budzi nie miało prawa się dostać. Qki wręcz przeciwnie pyszczek otwiera niezwykle szeroko i stara się do niego włożyć jak najwięcej, począwszy od jedzenia, przez każdy liść, kamyk, patyk, skończywszy na meblach. Choć z tym ostatnim jest jak na razie nie najgorzej. Wystarczy zdecydowane: Nie wolno! I Qki odpuszcza.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Moim ulubionym zajęciem jest wychodzenie na spacer. Piesio przyzwyczaił się już do obroży i smyczy, którą początkowo drapał i podgryzał. Ponieważ nie ma jeszcze wszystkich szczepień nie możemy chodzić bóg wie gdzie, ale poznajemy najbliższą okolicę. Zaczepiamy sąsiadów, ucinając sobie krótkie pogawędki. Z daleka przyglądamy się innym czworonogom. Obwąchujemy wszystkie drzewka, krzaczki i studzienki kanalizacyjne. Dzieci, przed wyjściem z domu grają w marynarza, by sprawiedliwie podzielić się smyczą. Każdy w kieszeni ma nagrody, gdyby udało nam się przez przypadek zrobić coś na dworze. A ja mam jeszcze woreczki z nadzieją, że będą mogła jak na porządnego właściciela psa przystało, posprzątać po swym towarzyszu.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Jednak podstawową różnicą między wychowaniem dziecka a szczeniaka jest to, że nie zadręczam się, czy uda mi się wychować go na dobrego człowieka!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/11/26/pierwsze-dni-za-nami/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Nowy członek rodziny</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/11/12/nowy-czlonek-rodziny/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/11/12/nowy-czlonek-rodziny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Nov 2009 22:11:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[pies]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=80</guid>
		<description><![CDATA[Miesiąc temu byłam zdecydowanie bardziej pewna decyzji, którą podejmowaliśmy. Teraz zaczynam czuć się, jak przed nadejściem tornada. I to na własną prośbę.

Ania uwielbia zwierzęta. Od maleńkości uwielbiała, dżdżownice czy gąsienice (które z trudem odróżniam, przełamując obrzydzenie, by w ogóle na nie zerknąć), zachwycały ją ptaszki, kotki, nie wspominając o psach czy koniach. Jej pierwszym bardzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Miesiąc temu byłam zdecydowanie bardziej pewna decyzji, którą podejmowaliśmy. Teraz zaczynam czuć się, jak przed nadejściem tornada. I to na własną prośbę.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Ania uwielbia zwierzęta. Od maleńkości uwielbiała, dżdżownice czy gąsienice (które z trudem odróżniam, przełamując obrzydzenie, by w ogóle na nie zerknąć), zachwycały ją ptaszki, kotki, nie wspominając o psach czy koniach. Jej pierwszym bardzo jasno formułowanym marzeniem było posiadanie konia, ale jak to Ania nie wystarczał jej zwykły koń, ale koń ze skrzydłami.</p>
<p class="MsoNormal">- Mamuś jak ja bym chciała mieć pegaza i latałabym na nim wszędzie – szczebiotała od najmłodszych lat.</p>
<p class="MsoNormal">Z wiekiem pegaz pozostał w sferze marzeń, jego miejsce zajął psiak. Przez kilka lat udawało nam się jakoś te marzenia spychać na dalszy plan, by wreszcie ulec. Tak zgodziliśmy się, by zamieszkał w naszym domu psiak.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Kuba stara się w bardzo wielu rzeczach naśladować siostrę, również w miłości do zwierząt. Jemu jednak ona nie przychodzi tak naturalnie i kiedy Ania bierze do rąk każdego robaczka, Kuba głaszcze go przy pomocy metrowego kija. Jeszcze do niedawna Kuba na widok psa, biorąc przykład z siostry cieszył się niezmiernie, ale kiedy Ania badała czworonogowi zęby Kuba z trudem przełamywał się, by pogłaskać końcówkę ogona. Stwierdziliśmy zatem, że zaproszenie psa do zamieszkania z nami będzie świetnym sposobem na przełamanie kubusiowego strachu.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Decyzja zapadła. Za dwa dni jedziemy po nowego członka rodziny. Już czeka na niego posłanie, w którym obecnie namiętnie wylegują się dzieciaki, sprawdzając czy szczeniakowi będzie wygodnie. Po podłodze kulają się piłki, gumowe kości&#8230; Kuba czesze Ani włosy psią szczotką i patrzy czy jej „sierść” błyszczy. Zamiast wieczornych bajek czytamy książki o wychowaniu psa. Razem ze znajomymi urządziliśmy konkurs na imię i zgonie zostało wybrane - Qki.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Teraz pozostaje cierpliwie czekać. Jeszcze tylko dwa dni&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/11/12/nowy-czlonek-rodziny/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwszy śnieg</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/11/04/pierwszy-snieg/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/11/04/pierwszy-snieg/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Nov 2009 07:44:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[ciasto bananowe]]></category>

		<category><![CDATA[śnieg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=76</guid>
		<description><![CDATA[

Wysunęłam swoje ciało spod ciepłej pierzynki, marząc by móc pozostać pod nią jeszcze tylko minutkę i natknęłam się na smętny wzrok męża:
- Cześć kochanie, okropne jest to wstawanie – mruknęłam pod nosem
- Acha, a spójrz jeszcze przez okno – odburknął śpiąco mąż.
Podeszliśmy razem do zasłon, za którymi rozciągał się biały świat. Śnieg przykrył ogrody sąsiadów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]><xml> <w:WordDocument> <w:View>Normal</w:View> <w:Zoom>0</w:Zoom> <w:HyphenationZone>21</w:HyphenationZone> <w:PunctuationKerning /> <w:ValidateAgainstSchemas /> <w:SaveIfXMLInvalid>false</w:SaveIfXMLInvalid> <w:IgnoreMixedContent>false</w:IgnoreMixedContent> <w:AlwaysShowPlaceholderText>false</w:AlwaysShowPlaceholderText> <w:Compatibility> <w:BreakWrappedTables /> <w:SnapToGridInCell /> <w:WrapTextWithPunct /> <w:UseAsianBreakRules /> <w:DontGrowAutofit /> </w:Compatibility> <w:BrowserLevel>MicrosoftInternetExplorer4</w:BrowserLevel> </w:WordDocument> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> <w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"> </w:LatentStyles> </xml><![endif]--><!--[if !mso]><span class="mceItemObject"   classid="clsid:38481807-CA0E-42D2-BF39-B33AF135CC4D" id=ieooui></span><br />
<mce:style><!  st1\:*{behavior:url(#ieooui) } --></p>
<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Wysunęłam swoje ciało spod ciepłej pierzynki, marząc by móc pozostać pod nią jeszcze tylko minutkę i natknęłam się na smętny wzrok męża:</p>
<p class="MsoNormal">- Cześć kochanie, okropne jest to wstawanie – mruknęłam pod nosem</p>
<p class="MsoNormal">- Acha, a spójrz jeszcze przez okno – odburknął śpiąco mąż.</p>
<p class="MsoNormal">Podeszliśmy razem do zasłon, za którymi rozciągał się biały świat. Śnieg przykrył ogrody sąsiadów, białe dachy domów, puchowe samochody&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">- Jejku nie zdążyliśmy zabezpieczyć roślin przed zimą. Myślisz, że nasz ogród też jest cały biały, a pod śniegiem zamarzają nasze rośliny – zawołałam ze zgrozą.</p>
<p class="MsoNormal">Mąż tylko pokiwał głową. Oczami wyobraźni widział już siebie skrobiącego szyby w samochodzie. <span> </span></p>
<p class="MsoNormal">- Będę musiał odśnieżyć przed domem i schować meble ogrodowe – dodał</p>
<p class="MsoNormal">Zasłoniliśmy zasłonkę łudząc się, że może cofniemy zimę i aż tak bardzo nie zaskocz nas na początku listopada.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Nagle zobaczyłam pędzącą radośnie Anię. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. Dochodziła siódma rano, a Ania tanecznym krokiem wchodziła do pokoju Kuby. Nie zdążyłam zareagować, gdy usłyszeliśmy radosne piski.</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, tato widzieliście śnieg. Spadł śnieg – krzyczały dzieci, biegając jak oszalałe od okna do okna i sprawdzając czy po obu stronach domu świat wygląda tak samo cudownie.</p>
<p class="MsoNormal">- Ulepimy bałwana, będziemy się rzucać śnieżkami, pójdziemy na sanki – piszczała Ania</p>
<p class="MsoNormal">- A ja z tatą będę odśnieżał – z dumą informował Kuba.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Spojrzeliśmy z mężem na siebie. Już wiedzieliśmy, jak należy reagować na pierwszy śnieg. Radość dzieciaków może nie udzieliła nam się w stu procentach, ale z twarzy zniknęły ponure miny.</p>
<p class="MsoNormal">- Jak wrócicie ze szkoły pójdziemy na spacer. Zobaczymy czy śnieg spadł również w lesie – zaproponowałam. A dzieci pełne radości dodały rozmarzonym głosem:</p>
<p class="MsoNormal">- A po spacerze zrobimy kakao i rozpalimy w kominku i zjemy ciasto bananowe z polewą czekoladową i będziesz nam cały wieczór czytać książki, a my będziemy leżeć pod kocami. Tylko nie czytaj Dziewczynki z zapałkami.</p>
<p class="MsoNormal">- Ale przecież nie mamy ciasta bananowego? – zawołałam zachowując trzeźwość umysłu.</p>
<p class="MsoNormal">- No to upieczesz, prawda, prosimy!</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">No nic muszę się ubrać, założyć ciepłe buty i szalik i iść do sklepiku po produkty na ciasto bananowe&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Przepis na cisto bananowe</p>
<p class="MsoNormal">3-4 bananów dojrzałych</p>
<p class="MsoNormal">0,5 szklanki cukru brązowego</p>
<p class="MsoNormal">1 szklanka mąki</p>
<p class="MsoNormal">1 płaska łyżeczka sody</p>
<p class="MsoNormal">50g masła</p>
<p class="MsoNormal">1 jajko</p>
<p class="MsoNormal">Garść migdałów, orzechów, rodzynek</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Wszystkie składniki wymieszać mikserem, przełożyć do podłużnej blaszki i piec 1 godzinę w temperaturze 170 st. C (piekarnik z termoobiegiem) Polać polewą czekoladową i palce lizać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/11/04/pierwszy-snieg/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Tadeusz Matejko w Kościele Mariackim</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/10/21/tadeusz-matejko-w-kosciele-mariackim/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/10/21/tadeusz-matejko-w-kosciele-mariackim/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 11:43:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=72</guid>
		<description><![CDATA[
Kiedy koleżanka z pracy zadzwoniła z informacją, że mamy spotkanie w Krakowie od razu pomyślałam, że to świetna okazja, by zabrać rodzinkę na Wawel, pospacerować nad Wisłą czy odwiedzić dawno obiecany Park Wodny. Zapomniałam jedynie, że trasa między Poznaniem a Krakowem to długie sześć godzin jazdy. Ale daliśmy radę!

Kiedy powiedzieliśmy dzieciom, że w piątek nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Kiedy koleżanka z pracy zadzwoniła z informacją, że mamy spotkanie w Krakowie od razu pomyślałam, że to świetna okazja, by zabrać rodzinkę na Wawel, pospacerować nad Wisłą czy odwiedzić dawno obiecany Park Wodny. Zapomniałam jedynie, że trasa między Poznaniem a Krakowem to długie sześć godzin jazdy. Ale daliśmy radę!</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Kiedy powiedzieliśmy dzieciom, że w piątek nie pójdą do szkoły, bo wyjeżdżamy, zamiast gromkich braw i dzikich okrzyków radości, na ich twarzyczkach pojawiły się łzy rozpaczy.</p>
<p class="MsoNormal">- Ale ja muszę chodzić do szkoły – od razu zapowiedziała Ania</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, proszę pozwól mi iść do szkoły – lamentował Kuba</p>
<p class="MsoNormal">Po pierwszym szoku, szybko zaczęliśmy wyjaśniać, że to tylko jeden dzień i że przywiozą z Krakowa precelki dla dzieci. Kubuś dał się przekonać, a Anusia uznała, że precelki są obciachowe, ale skoro muszą to pojadą.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">W czwartek wieczorem odbyło się pakowanie i tłumaczenie, ze na weekend aż tylu rzeczy nie potrzebujemy. Po długich dyskusjach każdy uszykował mały plecak z zabawkami i po trzy książki. Ja dorzuciłam legendy polskie i przewodnik po Krakowie. I w piątek rano ruszyliśmy&#8230; Jeszcze nie minęliśmy rogatek miasta, jak nasi mali podróżnicy rozpoczęli pałaszowanie kanapek i ustalanie reguł w co i jak się bawimy. Mąż skupił się na drodze a ja zostałam mianowana na samochodową animatorką.</p>
<p class="MsoNormal">- To ja wam teraz poczytam o Krakowie, a potem zrobimy quiz i sprawdzimy co zapamiętaliście – zaproponowałam</p>
<p class="MsoNormal">- Super, a będą nagrody? – zawołali razem radośnie, a Anusia po chwili dodała;</p>
<p class="MsoNormal">- No i nagrody pocieszenia?</p>
<p class="MsoNormal">- Będą, będą – obiecałam i zaczęłam czytać legendy krakowskie, żeby wprowadzić odpowiedni nastrój. Dzieci siedziały zasłuchane tylko Kuba, co jakiś czas dopytywał się, czy już byśmy nie mogli zrobić tego quizu i nie bardzo mógł zrozumieć, że najpierw musi dowiedzieć się co nieco, żeby później móc odpowiadać na pytania. Za Łodzią rozpoczęliśmy quiz, który okazał się na tyle interesujący, że skończył się przed samym Krakowem. Nagrodą był wieczór w Parku Wodnym.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">W sobotę, ja udałam się na spotkanie a mąż z dzieciakami na Wawel.</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo byliśmy w komnatach królewskich – z wypiekami na twarzach opowiadali, gdy do nich dołączyłam - wspięliśmy się na wieżę, by dotknąć Dzwonu Zygmunta. Mamo, a skoro był Zygmunt Stary to był też Nowy? – dopytywał Kuba. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Ania już się rozpływała nad maleńkim grobem księżniczki, który widzieli w podziemiach. Byłam dumna, że tyle zapamiętali i gdy w niedzielę rano szliśmy spacerkiem do Kościoła Mariackiego nie przeszkadzało mi nawet, że jak oszalali gonią gołębie. Wnętrze Kościoła zrobiło na nich ogromne wrażenie. Siedzieliśmy chwilkę na jednej z bocznych ławeczek pogrążeni w ciszy, gdy nagle nasz mądry synuś zawołał donośnie:</p>
<p class="MsoNormal">- A to już wiem to jest ten ołtarz Tadeusza Matejko!</p>
<p class="MsoNormal">Parsknęliśmy śmiechem i uznaliśmy, że czas kończyć tę lekcję historii i udać się na lody.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/10/21/tadeusz-matejko-w-kosciele-mariackim/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Chodząca encyklopedia</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/10/15/chodzaca-encyklopedia/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/10/15/chodzaca-encyklopedia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2009 07:09:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=68</guid>
		<description><![CDATA[
- Mamo, wiem, że to niemożliwe, ale gdyby udało się wyskoczyć z rakiety w kosmosie to czy mogłabym latać, czy spadłabym na Ziemię?
- Mamo, a wujcio powiedział mi, że googleplex uważana jest za największą nazwaną liczbę, to jak będzie się nazywała googleplex plus jeden?

Tak zaczyna się codzienne egzaminowanie mnie. Pytanie za pytaniem wysypuje się z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, wiem, że to niemożliwe, ale gdyby udało się wyskoczyć z rakiety w kosmosie to czy mogłabym latać, czy spadłabym na Ziemię?</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, a wujcio powiedział mi, że googleplex uważana jest za największą nazwaną liczbę, to jak<span> </span>będzie się nazywała googleplex plus jeden?</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Tak zaczyna się codzienne egzaminowanie mnie. Pytanie za pytaniem wysypuje się z rękawa, a ja staram się nadążyć, odpowiadać zgodnie z prawdą, nie tracąc wiary we własne możliwości. Niestety pytania się coraz trudniejsze i coraz częściej musimy wspólnie szukać odpowiedzi w encyklopediach dziecięcych czy w Internecie. Od pewnych pytań jest dziadek, skarbnica wiedzy i cierpliwość. Ania nawet ma specjalny notesik z pytaniami do dziadka. Siedzą później razem i rozrysowują układy planet czy budowę komputera. A ja w tym czasie z przyjemnością powracam do pradawnej roli i przygotowuję im herbatkę&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Czasem mam wrażenie, że pytania dzieci są swego rodzaju zemstą za naszą młodzieńczą<span> </span>ignorancję i nie przykładanie się do zgłębiania wiedzy. Moje Aniołki najczęściej interesują się tematami z dziedzin, z którymi nigdy nie lubiłam mieć nic wspólnego. Tak jakby się uwzięli i postanowili, że jednak zaprzyjaźnię się z fizyką, matematyką, naukami ścisłymi. Parokrotnie poległam już przed córką nad tabliczką mnożenia. Ostatnio sprawdzając zadanie domowe i głowiąc się i trojąc ile jest 63-19, 76-29 czy 42-15 próbowałam pod stołem dostać się do kalkulatora. Nie bardzo mi to wychodziło i Ania stwierdziła, że chyba jednak lepiej będzie, żeby zadania z matematyki sprawdzał jej tata. Nie wspominając już o zadaniach tekstowych. Od razu czuję ciarki na plecach, przypominam sobie siebie sprzed lat, stoję pod wielką czarną tablicą, pani od matmy stuka długopisem w biurko, a ja nie mogę wymyślić kiedy mój tata będzie starszy ode mnie dwa razy. Jest starszy o dwadzieścia kilka lat i zawsze o tyle będzie. Koniec kropka.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Najgorzej jest w samochodzie. Jeszcze nie zdążymy dobrze wsiąść jak jeden przez drugiego przekrzykują się. Czasem zastanawiam się, czy nie biorę udziału w jakiś zawodach, kto szybciej rozłoży mamę pytaniem. Staram się dzielnie trzymać, ale ile można. Ostatnio po całym dniu piknikowania, wracaliśmy do domu. Byłam zmęczona i liczyłam, że pociechy też się wybiegały i z chęcią posłuchają Dzieci z Bullerbyn, czytanych przez Irenę Kwiatkowską. Ale jak na złość zaczęli bombardować mnie pytaniami, a co to, a gdyby, a dlaczego&#8230; W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby dali mi spokój i chociaż chwilę ciszy. Gnębiona wyrzutami sumienia dodałam, że jest trudna droga i muszę skupić się na prowadzeniu samochodu, by nie spowodować wypadku i bezpiecznie dowieźć wszystkich do domu. Już po chwili czułam, że zabijam ich ciekawość świata. Wyobraźnia zaczęła mi już płatać figla i widziałam jak moje dzieci, jako nastolatki nie przychodzą do mnie z najtrudniejszymi pytaniami, a życia uczy ich ulica. Wyłączyłam uspokajający głos pani Kwiatkowskiej i przeprosiłam za zniecierpliwienie. Z tył panowała cisza, którą przerwał Kuba:</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo skąd jest trawa?</p>
<p class="MsoNormal">Ucieszyłam się, bo znam odpowiedź i zaczęłam mówić o nasionkach, które wysypuje się na wcześniej przygotowane podłoże. Nie zbita z tropu pytaniem pomocniczym, a co to jest podłoże, kontynuowałam. Zaczęłam się dobrze czuć, już widziałam, jak w oczach dzieci odbudowuje swój nadszarpnięty autorytet. I nagle trach:</p>
<p class="MsoNormal">- Ale mamo przecież my wiemy jak się sadzi trawę, bo razem z wami sadziliśmy ją. Mi chodziło oto skąd są te nasionka – pierwsze nasionka, z których wyrosła pierwsza trawa?</p>
<p class="MsoNormal">Ręce mi opadły i dałam radę jedynie wybełkotać:</p>
<p class="MsoNormal">- No tak czy pierwsze było jajko czy kura?</p>
<p class="MsoNormal">- O to też dobre pytanie, to co było pierwsze? – krzyknęli chórem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/10/15/chodzaca-encyklopedia/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Czekoladowe kasztany</title>
		<link>http://byc-mama.info/2009/10/01/czekoladowe-kasztany/</link>
		<comments>http://byc-mama.info/2009/10/01/czekoladowe-kasztany/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Oct 2009 10:56:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mama</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>

		<category><![CDATA[jesień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://byc-mama.info/?p=64</guid>
		<description><![CDATA[
Uwielbiam jesień, jej początki wrześniowo – październikowe. Słońce już nie przypala, powietrze nabiera orzeźwiających mocy, wieczorny spacer wycisza. Początki roku szkolnego i związana z tym bieganina już za nami. Teraz można zwolnić. Przysiąść z kubkiem gorącej czekolady i zagapić się na cudnie kolorowe liście.

Jak tylko mamy chwilkę wolnego uciekamy do lasu, by nacieszyć się nim. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]><xml> <w:WordDocument> <w:View>Normal</w:View> <w:Zoom>0</w:Zoom> <w:HyphenationZone>21</w:HyphenationZone> <w:PunctuationKerning /> <w:ValidateAgainstSchemas /> <w:SaveIfXMLInvalid>false</w:SaveIfXMLInvalid> <w:IgnoreMixedContent>false</w:IgnoreMixedContent> <w:AlwaysShowPlaceholderText>false</w:AlwaysShowPlaceholderText> <w:Compatibility> <w:BreakWrappedTables /> <w:SnapToGridInCell /> <w:WrapTextWithPunct /> <w:UseAsianBreakRules /> <w:DontGrowAutofit /> </w:Compatibility> <w:BrowserLevel>MicrosoftInternetExplorer4</w:BrowserLevel> </w:WordDocument> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> <w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"> </w:LatentStyles> </xml><![endif]--><!--[if !mso]><span class="mceItemObject"   classid="clsid:38481807-CA0E-42D2-BF39-B33AF135CC4D" id=ieooui></span><br />
<mce:style><!  st1\:*{behavior:url(#ieooui) } --></p>
<p class="MsoNormal">Uwielbiam jesień, jej początki wrześniowo – październikowe. Słońce już nie przypala, powietrze nabiera orzeźwiających mocy, wieczorny spacer wycisza. Początki roku szkolnego i związana z tym bieganina już za nami. Teraz można zwolnić. Przysiąść z kubkiem gorącej czekolady i zagapić się na cudnie kolorowe liście.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Jak tylko mamy chwilkę wolnego uciekamy do lasu, by nacieszyć się nim. Z każdego spaceru przynosimy do domu jesienne skarby, z których wieczorami wyrabiamy najróżniejsze dekoracje. Szyszkowo - kasztanowy wieniec na drzwi wita naszych gości już od progu. W wazonach rozstawionych po całym domu układamy suszone bukiety, najładniej wyglądają te dębowe. Do szklanej misy wsypaliśmy wypolerowane słońcem kasztany. Przypominają najwspanialsze, błyszczące czekoladki. I jak na czekoladki przystało, co chwile ich ubywa, by dostąpić zaszczytu i przeistoczyć się w najrozmaitsze kasztanowe figurki. Tu dziecięca wyobraźnia jest niezastąpiona. Czapeczki pożyczone od żołędzia, łódeczki z kawałków kory, miękka poduszka z mchu&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Jesień też weszła do naszej kuchni. W piekarniku suszymy grzyby, które w weekend uzbieraliśmy. Wcześniej próbowaliśmy suszyć grzyby na sznurkach, ale jakoś nam się to nie udawało. Teraz podsuszamy je nowocześniejszą metodą (termoobieg 50 st.C). Zapach rozchodzi się po całym domu! Na obiad faszerujemy mięsem i ryżem papryki. Z kolorowych papryk (czerwona, żółta, zielona, pomarańczowa) robimy leczo – wesołe danie, jak mówią dzieciaki. A na deser gruszki z polewą czekoladową, placek ze śliwkami, jabłeczniki&#8230; Nic tylko palce lizać.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">Jesienią też mniej mnie drażni roztrzepanie mojej córeczki. Sama zapominam o wielu sprawach, ale na jesień łagodnieje, pomalutku przechodzę w zimowy, senny tryb. Ostatnio Anusia zawiadomiła mnie, że nie może przeczytać lektury, bo nie ma jej w domu, choć nasz księgozbiór jest pokaźny, a w bibliotece szkolnej już wszystkie egzemplarze zostały wypożyczone.</p>
<p class="MsoNormal">- A jaką książkę masz przeczytać? – zapytałam</p>
<p class="MsoNormal">- Nie pamiętam dokładnie tytułu, ale coś z Basią – odpowiedziała Ania</p>
<p class="MsoNormal">- Może „Awantura o Basię”? – inny tytuł z Basią nie przychodził mi do głowy.</p>
<p class="MsoNormal">- O tak, tak – zawołała Ania i pobiegła, zostawiając problem zdobycia książki na mojej głowie.</p>
<p class="MsoNormal">Zadzwoniłam do biblioteki, znajdującej się dość blisko domu, gdzie miła pani odłożyła dla mnie „Awanturę o Basię”. Umówiłam się, że na następny dzień przyjdziemy po książkę, teraz jakoś nie chciało mi się opuszczać domowych pieleszy. I dobrze, bo wieczorem, kiedy Aneczka pakowała plecak zajrzała do zeszytu z polskiego i z miną aniołka podeszła do mnie:</p>
<p class="MsoNormal">- Mamo, pomyliła mi się Basia z Kasią.</p>
<p class="MsoNormal">- Co kochanie? – nie bardzo zrozumiałam</p>
<p class="MsoNormal">- No, pomyliła mi się Basia z Kasią i nie potrzebuję „Awantury o Basię” tylko „Oto jest Kasia”.</p>
<p class="MsoNormal">Jak dobrze, że jest jesień i nie poszłam do biblioteki od razu&#8230;</p>
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://byc-mama.info/2009/10/01/czekoladowe-kasztany/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

