Osiołkowi w żłoby dano

Codzienność Komentarze (0) »

Pierwsze dwa tygodnie września za nami. Czuję się jak taksówkarz na podwójnym etacie. Do szkoły, ze szkoły, na zebranie jedno, drugie, bilans sześciolatka w przychodni, gdzie okazuje się, że córka musi mieć szczepienie:

- Szkoła was nie powiadomiła? – pyta zdziwiona pielęgniarka.

- Przecież tym się zajmuje przychodnia a nie my – odpowiada „szkoła”.

Jak na złość właśnie mija pół roku od ostatniej wizyty u dentysty, więc trzeba i ten punkt na mapie zaliczyć. Po drodze tradycyjnie zahaczamy już o sklep papierniczy, księgarnie i bankomat. Powinnam mieć jakąś zniżkę w bankomacie – kartę stałego klienta. A jeszcze do tego wybór zajęć dodatkowych…

 

Od samego rana człowiek musi wybierać, w co się ubrać (błogosławione mundurki!), co na śniadanie (chrupki z mlekiem, kaszka, owsianka a może chałka z miodem), co przygotować dzieciom na drugie śniadanie… Mamy umowę, że raz w tygodniu mogą mieć kanapki na słodko (masło orzechowe lub nutella), ale pozostałe cztery dni trzeba wymyślać. I tak przez cały dzień stajemy przed mniej lub bardziej ważnymi wyborami. Kiedy człowiek ma świadomość, że jeden wybór pociąga za sobą rozmaite konsekwencje jest mu zdecydowanie trudniej podejmować decyzję. A jeśli mamy pomagać w wyborach dzieci, kształtując w ten sposób ich przyszłość, rany co za odpowiedzialność.

 

Wiadomo, że bez znajomości języków obcych dzieciaki będą w przyszłości skazane na analfabetyzm komunikacyjny. Zatem od najmłodszych lat nauka angielskiego, teraz doszedł niemiecki, jest wpisana w stały plan zajęć. Nasze anioły są niezwykle żywotne, więc jak najbardziej wskazane są dla nich zajęcia sportowe. Mając zaledwie kilka miesięcy oboje zaczęli chodzić na basen i do dziś pływanie uwielbiają. A że to sport, który wszechstronnie rozwija, to jak najbardziej jestem za.

 

Ania uwielbia tańczyć. Od lekcji baletu doszła do zajęć z funky i w tym tańcu się rozkochała – kolejny tygodniowy punkt programu. Kuba poszukuje swojej pasji. W zeszłym roku spodobała mu się piłka nożna, ale jakoś ja nie jestem do tego przekonana. Mąż, na szczęście, nie rozsiada się z namaszczeniem w fotelu przed każdym meczem, także tradycji piłkarskich w rodzinie nie ma. W tym roku oboje bardzo chcieli iść na Aikido – zobaczymy czy im się spodoba. Wczoraj dowiedziałam się jeszcze o kółku sportowym w szkole.

 

Poza sportami Ania jest z natury urodzoną artystką, bujającą w obłokach, także kółko plastyczne – jak najbardziej, Kuba, choć zdecydowanie mocniej stąpający po ziemi, rozpoczął karierę w dziedzinie ceramiki. Będzie trzeba powiększyć półkę, by prace synka mogły dumnie stanąć obok dzieł córki, która przez dwa lata także uczęszczała do pracowni ceramicznej. Szkoła oferuje kółko o Unii Europejskiej, na które oboje zapisali się, jak tylko pani wywiesiła listę. Wiem, że bardzo interesują się geografią, światem a pani, prowadząca kółko, bardzo ciekawie prowadzi zajęcia, ale zastanawia mnie czy czasem nie skusiły ich jeszcze bardziej lizaki, które na koniec zajęć są przez panią rozdawane.

 

Na początku tygodnia mieliśmy małą aferę, bo Kuba bardzo chciał jeszcze chodzić na szachy, ale doszliśmy do porozumienia, że kółko szachowe otworzą sobie z dziadkiem i zamiast do dusznej sali (za kolejną stówkę miesięcznie) będą rozgrywać partyjki przed kominkiem w długie zimowe wieczory.

 

Pomału kształtuje się obraz naszego tygodnia. Dobrze rozpisany plan będzie nieocenioną pomocą, by nikt pomylić fartuszka z ceramiki z kąpielówkami. A ja zastanawiam się czy kupić sobie kalosze? Jeśli nie kupię, koniec z marzeniami o deszczowych spacerach po lesie (na które i tak nie będzie czasu). Ale od czego są marzenia. Jadę kupić, takie kolorowe, najlepiej w kwiatki i z „futerkiem” w środku.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa Sweet angels.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj