Pierwsze dni za nami

Codzienność Komentarze (0) »

Qki jest z nami już prawie dwa tygodnie. Dzieci wydają się najszczęśliwsze na świecie, a my staramy się nie poddawać i przetrwać ten pierwszy okres, dziękując, że to pies a nie trzecie dziecko.

Pocieszamy się, że wychowanie szczeniaka jest łatwiejsze niż wychowanie dziecka i szybciej skończą się początkowe próby dotarcia. Nasze Aniołki przez pierwsze lata swojego życie nie pozwalały nam zapomnieć o sobie zarówno w dzień, jak i w nocy! Qki już po trzech dniach wiedział, że w nocy rodzicom daje się odpocząć. Wprawdzie na początku budził się co 40 minut, podnosząc lament na całą okolicę, teraz jednak śpi jak suseł. Rano tylko musimy ostrożnie schodzić na dół (pies śpi na dole, my jako przewodnicy stada zajmujemy wyższe piętro) by nie wdepnąć w niespodziankę. Dzieciaki pierwsze ubierają się i wybiegają na dwór za swym czworonożnym przyjacielem, a ja zapraszam mopa do tańca…

Jeśli chodzi o jedzenie też jest łatwiej niż przy dzieciach, szczególnie mając w pamięci karmienie Anusi. Przez pierwsze lata Ania żyła miłością a wszystko co wpadało do buzi należało, jak najszybciej z niej wyrzucić. Potem, mała cwanizna, nauczyła się tak zaciskać swe śliczne usteczka, że nic do budzi nie miało prawa się dostać. Qki wręcz przeciwnie pyszczek otwiera niezwykle szeroko i stara się do niego włożyć jak najwięcej, począwszy od jedzenia, przez każdy liść, kamyk, patyk, skończywszy na meblach. Choć z tym ostatnim jest jak na razie nie najgorzej. Wystarczy zdecydowane: Nie wolno! I Qki odpuszcza.

Moim ulubionym zajęciem jest wychodzenie na spacer. Piesio przyzwyczaił się już do obroży i smyczy, którą początkowo drapał i podgryzał. Ponieważ nie ma jeszcze wszystkich szczepień nie możemy chodzić bóg wie gdzie, ale poznajemy najbliższą okolicę. Zaczepiamy sąsiadów, ucinając sobie krótkie pogawędki. Z daleka przyglądamy się innym czworonogom. Obwąchujemy wszystkie drzewka, krzaczki i studzienki kanalizacyjne. Dzieci, przed wyjściem z domu grają w marynarza, by sprawiedliwie podzielić się smyczą. Każdy w kieszeni ma nagrody, gdyby udało nam się przez przypadek zrobić coś na dworze. A ja mam jeszcze woreczki z nadzieją, że będą mogła jak na porządnego właściciela psa przystało, posprzątać po swym towarzyszu.

Jednak podstawową różnicą między wychowaniem dziecka a szczeniaka jest to, że nie zadręczam się, czy uda mi się wychować go na dobrego człowieka!

Nowy członek rodziny

Codzienność Komentarze (0) »

Miesiąc temu byłam zdecydowanie bardziej pewna decyzji, którą podejmowaliśmy. Teraz zaczynam czuć się, jak przed nadejściem tornada. I to na własną prośbę.

Ania uwielbia zwierzęta. Od maleńkości uwielbiała, dżdżownice czy gąsienice (które z trudem odróżniam, przełamując obrzydzenie, by w ogóle na nie zerknąć), zachwycały ją ptaszki, kotki, nie wspominając o psach czy koniach. Jej pierwszym bardzo jasno formułowanym marzeniem było posiadanie konia, ale jak to Ania nie wystarczał jej zwykły koń, ale koń ze skrzydłami.

- Mamuś jak ja bym chciała mieć pegaza i latałabym na nim wszędzie – szczebiotała od najmłodszych lat.

Z wiekiem pegaz pozostał w sferze marzeń, jego miejsce zajął psiak. Przez kilka lat udawało nam się jakoś te marzenia spychać na dalszy plan, by wreszcie ulec. Tak zgodziliśmy się, by zamieszkał w naszym domu psiak.

Kuba stara się w bardzo wielu rzeczach naśladować siostrę, również w miłości do zwierząt. Jemu jednak ona nie przychodzi tak naturalnie i kiedy Ania bierze do rąk każdego robaczka, Kuba głaszcze go przy pomocy metrowego kija. Jeszcze do niedawna Kuba na widok psa, biorąc przykład z siostry cieszył się niezmiernie, ale kiedy Ania badała czworonogowi zęby Kuba z trudem przełamywał się, by pogłaskać końcówkę ogona. Stwierdziliśmy zatem, że zaproszenie psa do zamieszkania z nami będzie świetnym sposobem na przełamanie kubusiowego strachu.

Decyzja zapadła. Za dwa dni jedziemy po nowego członka rodziny. Już czeka na niego posłanie, w którym obecnie namiętnie wylegują się dzieciaki, sprawdzając czy szczeniakowi będzie wygodnie. Po podłodze kulają się piłki, gumowe kości… Kuba czesze Ani włosy psią szczotką i patrzy czy jej „sierść” błyszczy. Zamiast wieczornych bajek czytamy książki o wychowaniu psa. Razem ze znajomymi urządziliśmy konkurs na imię i zgonie zostało wybrane - Qki.

Teraz pozostaje cierpliwie czekać. Jeszcze tylko dwa dni…

Pierwszy śnieg

Codzienność Komentarze (0) »

Wysunęłam swoje ciało spod ciepłej pierzynki, marząc by móc pozostać pod nią jeszcze tylko minutkę i natknęłam się na smętny wzrok męża:

- Cześć kochanie, okropne jest to wstawanie – mruknęłam pod nosem

- Acha, a spójrz jeszcze przez okno – odburknął śpiąco mąż.

Podeszliśmy razem do zasłon, za którymi rozciągał się biały świat. Śnieg przykrył ogrody sąsiadów, białe dachy domów, puchowe samochody…

- Jejku nie zdążyliśmy zabezpieczyć roślin przed zimą. Myślisz, że nasz ogród też jest cały biały, a pod śniegiem zamarzają nasze rośliny – zawołałam ze zgrozą.

Mąż tylko pokiwał głową. Oczami wyobraźni widział już siebie skrobiącego szyby w samochodzie.

- Będę musiał odśnieżyć przed domem i schować meble ogrodowe – dodał

Zasłoniliśmy zasłonkę łudząc się, że może cofniemy zimę i aż tak bardzo nie zaskocz nas na początku listopada.

Nagle zobaczyłam pędzącą radośnie Anię. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. Dochodziła siódma rano, a Ania tanecznym krokiem wchodziła do pokoju Kuby. Nie zdążyłam zareagować, gdy usłyszeliśmy radosne piski.

- Mamo, tato widzieliście śnieg. Spadł śnieg – krzyczały dzieci, biegając jak oszalałe od okna do okna i sprawdzając czy po obu stronach domu świat wygląda tak samo cudownie.

- Ulepimy bałwana, będziemy się rzucać śnieżkami, pójdziemy na sanki – piszczała Ania

- A ja z tatą będę odśnieżał – z dumą informował Kuba.

Spojrzeliśmy z mężem na siebie. Już wiedzieliśmy, jak należy reagować na pierwszy śnieg. Radość dzieciaków może nie udzieliła nam się w stu procentach, ale z twarzy zniknęły ponure miny.

- Jak wrócicie ze szkoły pójdziemy na spacer. Zobaczymy czy śnieg spadł również w lesie – zaproponowałam. A dzieci pełne radości dodały rozmarzonym głosem:

- A po spacerze zrobimy kakao i rozpalimy w kominku i zjemy ciasto bananowe z polewą czekoladową i będziesz nam cały wieczór czytać książki, a my będziemy leżeć pod kocami. Tylko nie czytaj Dziewczynki z zapałkami.

- Ale przecież nie mamy ciasta bananowego? – zawołałam zachowując trzeźwość umysłu.

- No to upieczesz, prawda, prosimy!

No nic muszę się ubrać, założyć ciepłe buty i szalik i iść do sklepiku po produkty na ciasto bananowe…

Przepis na cisto bananowe

3-4 bananów dojrzałych

0,5 szklanki cukru brązowego

1 szklanka mąki

1 płaska łyżeczka sody

50g masła

1 jajko

Garść migdałów, orzechów, rodzynek

Wszystkie składniki wymieszać mikserem, przełożyć do podłużnej blaszki i piec 1 godzinę w temperaturze 170 st. C (piekarnik z termoobiegiem) Polać polewą czekoladową i palce lizać.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa Sweet angels.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj