Tadeusz Matejko w Kościele Mariackim

Codzienność Zostaw komentarz

Kiedy koleżanka z pracy zadzwoniła z informacją, że mamy spotkanie w Krakowie od razu pomyślałam, że to świetna okazja, by zabrać rodzinkę na Wawel, pospacerować nad Wisłą czy odwiedzić dawno obiecany Park Wodny. Zapomniałam jedynie, że trasa między Poznaniem a Krakowem to długie sześć godzin jazdy. Ale daliśmy radę!

Kiedy powiedzieliśmy dzieciom, że w piątek nie pójdą do szkoły, bo wyjeżdżamy, zamiast gromkich braw i dzikich okrzyków radości, na ich twarzyczkach pojawiły się łzy rozpaczy.

- Ale ja muszę chodzić do szkoły – od razu zapowiedziała Ania

- Mamo, proszę pozwól mi iść do szkoły – lamentował Kuba

Po pierwszym szoku, szybko zaczęliśmy wyjaśniać, że to tylko jeden dzień i że przywiozą z Krakowa precelki dla dzieci. Kubuś dał się przekonać, a Anusia uznała, że precelki są obciachowe, ale skoro muszą to pojadą.

W czwartek wieczorem odbyło się pakowanie i tłumaczenie, ze na weekend aż tylu rzeczy nie potrzebujemy. Po długich dyskusjach każdy uszykował mały plecak z zabawkami i po trzy książki. Ja dorzuciłam legendy polskie i przewodnik po Krakowie. I w piątek rano ruszyliśmy… Jeszcze nie minęliśmy rogatek miasta, jak nasi mali podróżnicy rozpoczęli pałaszowanie kanapek i ustalanie reguł w co i jak się bawimy. Mąż skupił się na drodze a ja zostałam mianowana na samochodową animatorką.

- To ja wam teraz poczytam o Krakowie, a potem zrobimy quiz i sprawdzimy co zapamiętaliście – zaproponowałam

- Super, a będą nagrody? – zawołali razem radośnie, a Anusia po chwili dodała;

- No i nagrody pocieszenia?

- Będą, będą – obiecałam i zaczęłam czytać legendy krakowskie, żeby wprowadzić odpowiedni nastrój. Dzieci siedziały zasłuchane tylko Kuba, co jakiś czas dopytywał się, czy już byśmy nie mogli zrobić tego quizu i nie bardzo mógł zrozumieć, że najpierw musi dowiedzieć się co nieco, żeby później móc odpowiadać na pytania. Za Łodzią rozpoczęliśmy quiz, który okazał się na tyle interesujący, że skończył się przed samym Krakowem. Nagrodą był wieczór w Parku Wodnym.

W sobotę, ja udałam się na spotkanie a mąż z dzieciakami na Wawel.

- Mamo byliśmy w komnatach królewskich – z wypiekami na twarzach opowiadali, gdy do nich dołączyłam - wspięliśmy się na wieżę, by dotknąć Dzwonu Zygmunta. Mamo, a skoro był Zygmunt Stary to był też Nowy? – dopytywał Kuba. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Ania już się rozpływała nad maleńkim grobem księżniczki, który widzieli w podziemiach. Byłam dumna, że tyle zapamiętali i gdy w niedzielę rano szliśmy spacerkiem do Kościoła Mariackiego nie przeszkadzało mi nawet, że jak oszalali gonią gołębie. Wnętrze Kościoła zrobiło na nich ogromne wrażenie. Siedzieliśmy chwilkę na jednej z bocznych ławeczek pogrążeni w ciszy, gdy nagle nasz mądry synuś zawołał donośnie:

- A to już wiem to jest ten ołtarz Tadeusza Matejko!

Parsknęliśmy śmiechem i uznaliśmy, że czas kończyć tę lekcję historii i udać się na lody.

Komentarze (2) do “Tadeusz Matejko w Kościele Mariackim”

  1. Dziadek Says:

    Czytam, czytam, czytam, czytam i … żałuję, że sam nie wpadłem na pomysł bycia Mamą. Trochę przesadziłem. Jestem dziadkiem, wcześniej byłem ukochanym Wujackiem ale tak znakomitego pomysłu zazdroszczę MAMIE. Przypominam sobie podobne sytuacje z moimi dzieciakami a teraz coraz bardziej zacierają się wspomnienia z radosnych, pociesznych i zabawnych sytuacji przeżywanych z wnuczętami.
    Gratuluję pomysłu, gratuluję pięknych, bezpretensjonalnych i uroczych opowiadań i czekam z Babunią czwórki wnucząt na ciąg dalszy.
    MAMO ! Tak trzymaj !

  2. Betsey Says:

    THX that’s a great ansewr!

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa Sweet angels.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj