Trójkątne kredki i gumka w kształcie autka

Wakacje Komentarze (0) »

Kilka dni temu wróciliśmy z wakacji. Wypoczęci, wyspani, nasyceni słońcem… I od razu wskoczyliśmy w wir przygotowań do szkoły. Nie minął tydzień a ja znów marzę o plaży, wieczornych spacerach i dylemacie czy na deser zamówić lody truskawkowe czy waniliowe…

 

Dzień po powrocie odważnie wybrałam się z dwójką dzieci na zakupy szkolne. Wakacje zupełnie mnie zamroczyły i zapomniałam, że powinnam do takiego zadania znacznie lepiej się przygotować. Podjechaliśmy do zaprzyjaźnionego sklepu papierniczego, który nie dość, że jest świetnie zaopatrzony, to ma profesjonalną obsługę, cierpliwie tłumaczącą różnice na przykład w piórach wiecznych. Dziś bowiem nie wystarczy wybrać koloru i wzoru na piórze, a zapewniam, że dokonanie tego jest niebywale wyczerpujące, ale jeszcze trzeba sprzedawcę poinformować, czy pióro jest przewidziane dla osoby prawo czy leworęcznęj, czy jest to pierwsze spotkanie z piórem, czy też jesteśmy już wprawieni w pisaniu, czy mocno przyciskamy stalówkę, czy też delikatnie muskamy papier…

 

Po wybraniu pióra dla Ani i spokojnym tłumaczeniu Kubie, że na pióro dla niego też przyjdzie czas, ale jeszcze nie teraz. Synek zaczyna dopiero szkołę, także w jego piórniku miejsce pióra musi zająć zestaw dobrze naostrzonych ołówków. Wybór ołówków poszedł nam dość szybko, bo dzieci spieszyły się już do zeszytów. Tysiące kolorowych okładek zapraszało do wybrania właśnie ich, a każda krzyczała, że jest najpiękniejsza. Sami superbohaterowie spoglądali na mnie i prosili kup, kup, kup. Z pomocą przyszedł sprzedawca i wskazał nam zeszyty z najgrubszym papierem, który nie przebija i tak szybko się nie przetrze, jeśli będziemy chcieli bardzo starannie coś wymazać. Okazało się, że większość superbohaterów musiała wrócić na półkę a ich miejsce w koszyku zajęły pieski, żyrafy i króliczki.

 

Teraz przyszła kolej na kredki, dla Kuby najlepsze trójkątne, a do niech specjalne trójkątna temperówka, Ania marzyła o jak największej ilości kolorów, ale udało nam się wynegocjować 12 sztuk, bo tyle zmieści się w piórniku. Obok kredek leżały gumki kolorowe, pachnące, kształtem przypominające samoloty, kwiatki, autka, serduszka. Pani jednak doradziła nam, że im mniej kolorowe i o prostszych kształtach tym lepiej marzą. Zawiedzione miny dzieciaków zmieniły się dopiero przy naklejkach na zeszyty i planach lekcji.

- Czy chociaż tu możemy wybrać coś sami, nie słuchając tych głupkowatych rad? – zapytała Ania.

A Kuba tylko dodał:

- No właśnie, prosimy!

Obejrzałam się za siebie, gdzie miła pani uśmiechając się pod nosem zaczęła porządkować farby, pędzelki, plastelinę i inne niezbędne rzeczy które my również musieliśmy nabyć.

 

Gdy doszliśmy do kasy czułam się bardzo zmęczona, potem gdy miła pani podsumowała nasze zakupy już mi również przestała się wydawać taka miła. Na szczęście po powrocie do domu dzieci całe popołudnie układały swoje skarby na półkach, w piórnikach. A wieczorem przy kolacji stwierdzili, że był to jeden z najfajniejszych dni wakacyjnych.

Spontaniczny muchomorek

Wakacje Komentarze (0) »

Kiedyś byłam bardzo dobrze zorganizowaną kobietą, planującą życie niemal co do minuty. Wiedziałam, jak będę spędzać weekend, jak wakacje, którego popołudnia wybiorę się do teatru, a kiedy podwinę rękawy i zabiorę się za porządki. Tak było kiedyś…

Od czasu pojawienia się Ani całe planowanie, mówiąc brzydko, wzięło w łeb. Co z tego, że umówiliśmy się ze znajomymi na popołudniową pogawędkę, kiedy właśnie tego dnia dziecku zaczęły wyrzynać się ząbki i zamiast kulturalnie rozmawiać przy filiżance kawy, musiałam jak nadpobudliwiec chodzić po pokoju z rozpaczliwie pokrzykującym dzieckiem na rękach. Co drugie słowo z rozmowy mi ulatywało, choć dzielnie próbowaliśmy przekrzyczeć dziecięce wrzaski. Od tego czasu stwierdzam, że kulturalna pogawędka może poczekać a wyrzynające się ząbki nie. Czasem tylko zapominam, że choć moje dzieci mają już większość zębów, nadal będą mnie stale zaskakiwać, uczyć spontaniczności i życia z minuty na minutę.

Każde zaplanowanie czegoś, automatycznie skazuje przedsięwzięcie na niepowodzenie. Ze znajomymi zamiast umawiać się z tygodniowym wyprzedzeniem, zdzwaniamy się w sobotę popołudniu, wskakujemy w samochody i spotykamy się zanim komuś coś poważnego się nie wydarzy (katar, czy lekkie przeziębienie już dawno przestały być czymś poważnym). O wieczornym wyjściu do kina decydujemy w przeciągu sekundy, najczęściej kiedy jest u nas dziadek na obiedzie, po którym lubi sobie uciąć drzemkę, zaraz po przebudzeniu się zostaje zawiadomiony:

- Tatuś, zamknij za nami drzwi. My teraz pojedziemy do kina, a ty zostaniesz z dziećmi. Na kolacje zrób im kanapki, sami się wykąpią, przypilnuj tylko żeby umyli zęby, wielkie dzięki, jesteś wspaniały… Papa – dodajemy odjeżdżając z podjazdu.

Uczę się życia spontanicznego, ale nie potrafię tego jeszcze zastosować, jeśli chodzi o planowanie wakacji. Te letnie miesiące również po staremu starałam się perfekcyjnie rozplanować, tak by dzieci miały w każdym tygodniu jakieś atrakcje. I wszystko szło zgodnie z planem do tego tygodnia. Chyba dlatego, że to miał być tydzień dla mnie. Oczywiście nie na leżenie z książką w cieniu lipy. Ten tydzień Ania i Kuba mieli spędzić na półkoloniach jeździeckich, a ja w tym czasie chciałam nadrobić sprawy służbowe, by za tydzień ze spokojną głową móc wyruszyć na upragnione dwutygodniowe wakacje. W poniedziałek zawiozłam dzieci do stadniny i zachwycone zostawiłam. Kiedy po nich przyjechałam byli bardzo podekscytowani. Dla Kuby to pierwsze półkolonie. Po południu pokładał się, przysnął nawet na kanapie. Pocieszałam się, że może emocje biorą górę. Ale wieczorem zaczęłam nerwowo mierzyć mu temperaturę, by ranek powitać z okrzykiem OSPA.

Ania na szczęście przechodziła już ospę, także może ze jeździć na koniach. Praca musi czekać na nocną porę, kiedy mogę w spokoju odpalić komputer i nikt co trzy sekundy nie zadaje mi tysiąca pytań. Kuba dostaje leki przyspieszające wyleczenie ospy, a ja nerwowo liczę kolejne kropeczki i zastanawiam się czy już odwoływać dwa tygodnie wylegiwanie się na słonecznej plaży czy jeszcze poczekać, licząc że ospa da nam spokój.

Idę zamienić mojego synka w muchomora z coraz większą ilością białych kropek…

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj