Kilka dni temu wróciliśmy z wakacji. Wypoczęci, wyspani, nasyceni słońcem… I od razu wskoczyliśmy w wir przygotowań do szkoły. Nie minął tydzień a ja znów marzę o plaży, wieczornych spacerach i dylemacie czy na deser zamówić lody truskawkowe czy waniliowe…
Dzień po powrocie odważnie wybrałam się z dwójką dzieci na zakupy szkolne. Wakacje zupełnie mnie zamroczyły i zapomniałam, że powinnam do takiego zadania znacznie lepiej się przygotować. Podjechaliśmy do zaprzyjaźnionego sklepu papierniczego, który nie dość, że jest świetnie zaopatrzony, to ma profesjonalną obsługę, cierpliwie tłumaczącą różnice na przykład w piórach wiecznych. Dziś bowiem nie wystarczy wybrać koloru i wzoru na piórze, a zapewniam, że dokonanie tego jest niebywale wyczerpujące, ale jeszcze trzeba sprzedawcę poinformować, czy pióro jest przewidziane dla osoby prawo czy leworęcznęj, czy jest to pierwsze spotkanie z piórem, czy też jesteśmy już wprawieni w pisaniu, czy mocno przyciskamy stalówkę, czy też delikatnie muskamy papier…
Po wybraniu pióra dla Ani i spokojnym tłumaczeniu Kubie, że na pióro dla niego też przyjdzie czas, ale jeszcze nie teraz. Synek zaczyna dopiero szkołę, także w jego piórniku miejsce pióra musi zająć zestaw dobrze naostrzonych ołówków. Wybór ołówków poszedł nam dość szybko, bo dzieci spieszyły się już do zeszytów. Tysiące kolorowych okładek zapraszało do wybrania właśnie ich, a każda krzyczała, że jest najpiękniejsza. Sami superbohaterowie spoglądali na mnie i prosili kup, kup, kup. Z pomocą przyszedł sprzedawca i wskazał nam zeszyty z najgrubszym papierem, który nie przebija i tak szybko się nie przetrze, jeśli będziemy chcieli bardzo starannie coś wymazać. Okazało się, że większość superbohaterów musiała wrócić na półkę a ich miejsce w koszyku zajęły pieski, żyrafy i króliczki.
Teraz przyszła kolej na kredki, dla Kuby najlepsze trójkątne, a do niech specjalne trójkątna temperówka, Ania marzyła o jak największej ilości kolorów, ale udało nam się wynegocjować 12 sztuk, bo tyle zmieści się w piórniku. Obok kredek leżały gumki kolorowe, pachnące, kształtem przypominające samoloty, kwiatki, autka, serduszka. Pani jednak doradziła nam, że im mniej kolorowe i o prostszych kształtach tym lepiej marzą. Zawiedzione miny dzieciaków zmieniły się dopiero przy naklejkach na zeszyty i planach lekcji.
- Czy chociaż tu możemy wybrać coś sami, nie słuchając tych głupkowatych rad? – zapytała Ania.
A Kuba tylko dodał:
- No właśnie, prosimy!
Obejrzałam się za siebie, gdzie miła pani uśmiechając się pod nosem zaczęła porządkować farby, pędzelki, plastelinę i inne niezbędne rzeczy które my również musieliśmy nabyć.
Gdy doszliśmy do kasy czułam się bardzo zmęczona, potem gdy miła pani podsumowała nasze zakupy już mi również przestała się wydawać taka miła. Na szczęście po powrocie do domu dzieci całe popołudnie układały swoje skarby na półkach, w piórnikach. A wieczorem przy kolacji stwierdzili, że był to jeden z najfajniejszych dni wakacyjnych.
Ostatnie komentarze