Zakupy z dziećmi

Wakacje Zostaw komentarz

Nie ma to jak wakacje, dwoje dzieci i konieczność zrobienia zakupów. Po dwóch minutach w sklepie chcę uciekać stamtąd, nabierając przekonania, że jedzenie nie jest konieczne, wystarczy chleb i mleko…

Wróciliśmy z pobytu nad jeziorem. W lodówce poza światłem, słoikiem dżemu i puszką tuńczyka nie było nic więcej. Dziarsko podjęłam decyzję, że rano pojadę z dziećmi po zakupy. A trzeba było wyskoczyć do nocnego sklepu.

Nasze Aniołki nie są przyzwyczajone do zakupów, bo bardzo rzadko zabieramy je na nie. Zaraz po wejściu ustalamy, precyzyjniej będzie jak napiszę, że to ja ogłaszam, zasady panujące w centrum handlowym. Do podstawowych należą: nie krzyczymy, nie biegamy, trzymamy się mamy i nie kupujemy nic spoza listy, żadnych gum, cukierków, lizaków, autek czy pluszaków, za to potem idziemy na lody. Wydawało mi się, że zasady są jasne, a dzieci mają obiecaną nagrodę, dla której warto wytrzymać 15 minut. Kuba dorzucił do tego:

- Zapomniałaś powiedzieć, że nie wolno się bić w sklepie, ani też bić innych.

- No oczywiście, tego nie wolno nigdy – powiedziałam i zaczęłam szukać pieniążka do wózka.

- Mamo mogę ja go wsadzi? – od razu zapytała Ania

- O nie, dlaczego zawsze ona, ja chciałem – w trybie natychmiastowym zareagował Kuba, a swoje zdanie wsparł kuksańcem w bok.

- Głupek – odkrzyknęła Ania i pokazała język.

- Dzieci umawialiśmy się - jęknęłam

Pierwszy zgrzyt zakończył się zabraniem trzech wózków, jeden duży, dwa małe. Jeszcze tylko dyskusja, kto wjedzie pierwszy przez bramkę i jesteśmy. Po dwukrotnym wjechaniem dwóch małych wózków na siebie, wywaleniem języków i posykiwaniem na siebie, stwierdziłam, że trzeba w życie wprowadzić plan B. Zakładamy w nim, że nie ma porywaczy i zboczeńców czających się na moje niewiniątka za każdym regałem sklepowym i że nawet jeśli znikną mi z oczu na 10 sekund to nic się nie stanie.

- Ok. Musimy się rozdzielić. Proszę bądźcie odpowiedzialni, z nikim nie rozmawiajcie. Aniu ty wybierz 3 pomidory, a ty Kubuś znajdź najładniejszą sałatę, ja pójdę po chleb i za chwilę się spotkamy – zakomenderowałam.

Pędem pobiegałam po chleb, biorąc pierwszy z brzegu usłyszałam Kubusia:

- Mamo, mamo!

Ruszyłam na pomoc dziecku. Kiedy dobiegłam zobaczyłam, że siostra już przy nim stoi i tuli go, a jakaś bogu ducha winna kobieta próbuje im coś wytłumaczyć. Podeszłam i pytam co się stało.

- Bo ta baba chciała porwać Kubę – wypaliła Ania.

- Ależ ja nie chciałam go porwać, tylko pochwaliłam go, że tak ładnie pomaga mamusi, a on od razu zaczął krzyczeć i wtedy podbiegła dziewczynka i myślałam, że rzuci się na mnie z pięściami – odparła zdenerwowana kobieta, przez córkę nazwana babą.

- Przepraszam panią, ale dzieci mają zakaz rozmawiania z obcymi. Nigdy nie wiadomo, kto ich zaczepi – zaczerwieniona próbowałam wytłumaczyć kobiecie, która z obrażoną miną odwróciła się na pięcie i poszła.

Awanturka miała swoje dobre strony, bowiem dzieci połączyła na najbliższy czas, chodzili ze sobą za rączkę, wzajemnie się pilnując i zachowując się bardziej idealnie niż można to sobie wyobrazić. W ekspresowym tempie wrzucałam produkty do koszyka, wiedząc, że prędzej czy później (zapewne prędzej) ta siostrzano-braterska miłość się skończy.

Dotarliśmy do kasy. Jeszcze tylko przejść przez wąski odcinek, na którym co milimetr upchane są kuszące słodkości. Merchandiserzy postarali się, by na wysokości dziecięcych oczu znalazły się gażdżety, bez których dzieciństwo jest smutne i szarobure. Pani kasjerka ze stoickim spokojem kasowała, ja pakowałam towary do siatek, a moje dzieci z uporem maniaka pytały:

- Mogę czekoladkę?

- Nie.

- A gumę?

- Nie.

- A lizaka?

- Nie.

Byłam dumna z siebie, że odpieram tak dzielnie ataki, ciesząc się, że zaraz to się skończy zapakujemy się do samochodu i odjedziemy stąd. A tu nagle Kubuś woła:

- Mamo muszę do łazienki, natychmiast!

- Cii, poczekaj chwilkę, zaraz pojedziemy do domku.

- Nie ja muszę teraz, natychmiast, nie wytrzymam!

Przez myśl przeszło mi, by wszystkie zakupy zostawić i ruszyć w poszukiwaniu łazienki, ale jak sobie pomyślałam, że musiałabym potem wyprawę powtórzyć, powiedziałam:

- Trudno, musisz wytrzymać.

- Hahaha, Kuba się zsika, będzie musiał nosić pieluszkę – zaśmiewała się Ania

- Wcale nie – krzyczał Kuba i jak opętany gonił siostrę wokół koszyka.

Sielanka się skończyła, miałam wrażenie, że wszystkie oczy w sklepie skierowały się w moją stronę i kiedy próbowałam ukryć coraz bardziej czerwone policzki, usłyszałam głos pani, wcześniej nazwanej babą.

- No ładnie się te dzieci dziś wychowuje, ładnie. Zamiast straszyć dobrymi ludźmi lepiej nauczyć je grzecznego zachowania.

 

Komentarze (4) do “Zakupy z dziećmi”

  1. aga Says:

    dla mnie super!

  2. ro Says:

    Takie scenki, jak powyzej zawsze sa pewnym wyzwaniem, dla kazdego. I nie tylko dla mamy… Tez, jak widac czasem dookola i dla niejednego taty.

  3. mama Says:

    hmmm…pewnie,że zakupy z pociechami są wyzwaniem,sama jestem mamą i dokładnie rozumiem sutuację,ale nie wyobrażam sobie aby to właśnie dziecko zdominowało zakupy i abym nie mogła sobie poradzić w takiej sytuacji,a tymbardziej nie rozumiem rodziców którzy nie zabieraja dzieci na zakupy np do centrum handlowego, bo poprostu sobie ie radzą..takie zakupy pomagają chodzby w procesie socjalizacji i też uspołeczniaja.jasne reguły…ultimatum:)i wszystkim rodzica zycze powodzenia:))

  4. Eli Says:

    Aż nie mogę się doczekać swoich pociech:)

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj